Już niewielka ilość spożywania regularnie soi może pogarszać jakość nasienia. To najnowsze doniesienia naukowców z Uniwersytetu Harvarda.

Na razie nie są dokładnie znane przyczyny tego zjawiska, lecz ocenia się, że zawarte w roślinie izoflawonoidy mogą powodować zaburzenia hormonalne. Soja jest rośliną, która przeszła duże modyfikacji genetyczne. Ich celem miało być przyzwyczajenie konsumentów do stosowania żywności GMO oraz oczywiście poprawa uprawy tej rośliny.

Inne roślin są uodparniane poprzez GMO na działanie np. glifosatu. Należą do nich m.in.: rzepak, burak cukrowy, kukurydza, ziemniak, pomidor, bawełna i len. Takie modyfikacje żywności oznaczają, że coraz większe ilości herbicydu glifosat będą trafiały do środowiska, a zatem także naszego pożywienia, powodując zniszczenie w świecie roślin i zwierząt. Dodatkowo przyczynią się do zwiększonego odkładania się pozostałości chemicznych w środowisku.

Nikt jednak nie oszacował ryzyka jakie niesie spożywanie soji GMO. Nikt też nie może nam zagwarantować, że ta sztuczna roślina nie wyrządzi wiele problemów dla rolnictwa i środowiska w przyszłości.

Soja a bezpłodność

Dr Jorge Chavarro, pracownik wydziału żywienia Szkoły Medycznej Uniwersytetu Harvarda, tłumaczy, że potencjalne interakcje pomiędzy męską płodnością a estrogenami (żeńskimi hormonami płciowymi) i przyjmowanymi wraz z soją izoflawonoidami interesowały badaczy od dawna. Przeprowadzono już wiele badań na zwierzętach, które potwierdzały negatywny wpływ przetworów z tej rośliny na zdolność do rozrodu, lecz podobne analizy z udziałem ludzi to nowość.

Zespół Dr Chavarro zauważył wyraźną korelację między poziomem spożycia soi a jakością spermy mężczyzn. Badanie statystyczne wykazało, że duże spożycie soi wiąże się przede wszystkim ze spadkiem ilości plemników aż o 40 milionów na mililitr. Dla porównania, wartość uznawana powszechnie za normę to 80-120 milionów komórek na mililitr.

Dalsza analiza danych pozwala udowodnić, że najbardziej podatni na negatywne konsekwencje są mężczyźni z nadwagą oraz otyli. Występująca u nich w dużej ilości tkanka tłuszczowa zawiera enzymy zdolne do przetwarzania hormonów męskich, czyli androgenów, na estrogeny. Uważa się, że dodatkowa ilość hormonów zawartych w soi może pogłębiać ten negatywny efekt.

Soja – wróg publiczny

Czy konsekwencją dokonanego odkrycia powinno być całkowite odstawienie soi przez panów marzących o dziecku? Niekoniecznie. Zdaniem Dr Chavarro, samo odnalezienie statystycznej zależności pomiędzy rodzajem przyjmowanego pokarmu i jakością nasienia to zbyt mało, by zmieniać zalecenia dotyczące leczenia niepłodności. Według niego potrzebnych jest jeszcze wiele badań, a sam eksperyment należy potraktować wyłącznie jako wstępnie badanie.

Większość z nas je jednak soję codziennie. 60% przetworzonej żywności w naszych sklepach zawiera składniki, które zawierają soję. Należą do nich m.in. chleb, czekolada, ciastka, margaryna, lody oraz olej roślinny. Dla wegetarian, soja stanowi jedno z podstawowych źródeł białka roślinnego. W rolnictwie ziarno sojowe jest powszechnie wykorzystywane jako element paszy przeznaczonej dla zwierząt hodowlanych – stanowi to jeszcze jedną drogę, poprzez którą soja GMO trafia do łańcucha pokarmowego.

Na razie nikt nie może zagwarantować, że jedzenie takiej soi jest bezpieczne. Geny, które zostały do niej wstawione nigdy nie były elementem naszej diety. Ich zjadanie równoznaczne jest z uczestniczeniem w eksperymencie, którego końca nie znamy.

Dane przedstawione przez Monsanto nie oddają całej prawdy. Pomimo tego, że soja została mocno zmodyfikowana, testy bezpieczeństwa zostały przeprowadzone jedynie na ziarnach soi, które nie były pryskane szkodliwym herbicydem. Wynika z tego, że wciąż potrzebne są dodatkowe badania na wywoływanie przez soję alergii u konsumentów, które mogą być wywołane toksyny i inne substancje.

Chorobotwórcza soja

Istnieje natomiast dowód, że substancje alergenne mogą przenosić się do roślin genetycznie modyfikowanych razem z wstawianymi im genami.

Mianowicie naukowcy, którzy dodali genu orzecha brazylijskiego do soi musieli zrezygnować z tak spreparowanego ziarna, gdyż wywoływało ono alergie u konsumentów. Orzechy są dobrze znane jako substancje wywołujące alergie i można było przeprowadzić testy w trakcie procesu modyfikowania. Inaczej jest w przypadku innych genów wstawionych do soi. Dowiemy się, czy wywołują alergie dopiero po pewnym czasie masowego jedzenia zmodyfikowanej soi. Dokładne określenie, czy to właśnie ona jest odpowiedzialna za alergię będzie bardzo jednak trudne, gdyż soja stanowi składnik większości przetworzonych produktów żywnościowych.

Trzy największe korporacje żywnościowe w Europie: Unilever, Nestle i Danone wykorzystują amerykańską soję w wielu swoich produktach. Ponieważ opór konsumentów w niektórych krajach jest bardzo mocny, niektóre krajowe oddziały tych firm zapewniły o niewykorzystywaniu zmutowanych ziaren. Jednakże Monsanto odmawia zarówno producentom jak i konsumentom prawa wyboru. Poprzez odmowę oddzielnego zbioru genetycznie modyfikowanej i naturalnej soi, Monsanto uniemożliwia odrzucenie lub odpowiednie znakowanie zmodyfikowanych roślin. 13 grudnia Parlament Europejski zażądał jasnego sposobu znakowania produktów zmutowanych i oddzielania soi transgenicznej i naturalnej – nadal jednak nie zostały wprowadzone przepisy wykonawcze w tej sprawie.

Dodaj komentarz